Kompromitacja polskiej piłki? Nie!

Mecz Wisły Kraków z Karabach Agdam miał być, tak jak w przypadku poprzedniego dwumeczu – lekkim spacerkiem. Nie widziano innej opcji niż wygrana Wisły Kraków i spokojna podróż do Azerbejdżanu po przypieczętowanie awansu. Po meczu jednak wszyscy spuścili głowy i z grymasem na twarzy przekonywali, że zespół rywali był po prostu lepszy. Tak, był lepszy. Tak jak cały azerski futbol.
Co do tytułu.
Przepraszam – ile razy takie słowa przy takich właśnie spotkaniach będą powtarzane? Polska piłka skompromitowana jest już od dawna. Mimo udogodnień ze strony FIFY, polskie drużyny nadal nie potrafią przebić się do faz grupowych Ligi Mistrzów, czy też Ligi Europejskiej. Mamy prawie pięć razy więcej ludzi w kraju od Azerbejdżanu. Piłka nożna jest u nas sportem narodowym, a nie potrafimy na własnym podwórku wygrać z klubem, jak ktoś to kiedyś ujął “z trzeciego świata”? Mistrz Polski, aby wygrać dwumecz z Interem Baku potrzebował aż jedenastu serii rzutów karnych. Gdyby nie to, odpadłby w najgorszej z możliwych faz eliminacji, bo nic by ze swojego udziału w tych rozgrywkach nie miał. No może poza śmiechem kibiców Wisły Kraków. Tych kibiców co jeszcze niedawno mieli się śmiać z Poznania, a sami mają pewnie w pamięci widok swoich piłkarzy, gdy schodzą do szatni, po klęsce z Levadią. U siebie Lech przegrał 0-1. Teraz wicemistrz Polski przegrywa u siebie z wicemistrzem Azerbejdżanu. Wymowne, nieprawdaż?
Historia z Tallina może się powtórzyć.
Krakowianie na czwartkowy rewanż w Azerbejdżanie polecą z nożem na gardle i … z Levadią w pamięci. Kto by się spodziewał jeszcze kilka lat temu, że polska piłka upadnie tak nisko? Tak jak już pisałem nieco wyżej, te porażki są dość wymowne. Powinniśmy teraz po tych słabych meczach siedzieć cicho i uszanować nasze nowe-stare miejsce w szeregu piłkarskim. Jest ono żałosne, ale co począć?
Świeża krew i jej ilość, nie jakość.
Trudno oceniać nowych piłkarzy po jednym, czy dwóch spotkaniach, lecz całkowicie zawiedli. Zawiedli zresztą wszyscy. W meczu z wicemistrzem Azerbejdżanu zagrało aż pięciu nowych piłkarzy. Gordan Bunoza popełniał dziecinne błędy i zarobił na dodatek czerwoną kartkę. Chyba nie tak chciał zakończyć mecz. Bramkarz Milan Jovanić na pewno powinien zapobiec stracie gola. Miał być to przecież wreszcie bramkarz wysokiej klasy. No właśnie … miał być. Żurawski to doświadczony zawodnik, lecz kto jak nie on ma brać na siebie ciężar gry w ostatnich minutach takich spotkań? Jak już natomiast się za to wziął i wykonywał rzut karny, wykonał go, tak jakby miał zawiązane oczy.
Cały zespół zagrał słabo i to trzeba przyznać. Nie ma co się tłumaczyć. Wszystkie formacje wyglądały źle i nie funkcjonowały tak jak powinny. Mieliśmy większy problem w konstruowaniu akcji, było widać, że ciężko dochodziło nam się do sytuacji
Radosław Sobolewski
Takie krótkie podsumowanie tego, co działo się na boisku. Również wymowne. Nie chcę jeszcze nikogo skreślać. Trzeba liczyć na powrót z tarczą, nie na tarczy z Azerbejdżanu.